Kanały, Zbiorniki Sztuczne.

 

 

Kanał Młyński 2004

 

 

Ekopark Wschodni Kołobrzeg 2006

 

 

Zalewy Nadarzyckie 2004

 

 

Kanał Bacutilski 2008

 

 

K. Bacutilski Karlino / k. Bristolski / k. Jamneński / k. Lubiechowski Karlino / k. Młyński Karlino / r. Ekopark Wschodni Kołobrzeg / st. Petrico Karlino / z. Karaś w Lubsku / z. Kraśnik Lubelski / z. Nadarzyckie / z. Siemianówka / z. Solina / Cdn...

Kanał Bacutilski Karlino / Sesja z zaskrońcem /.

Kanał Bacutilski to lokalna nazwa jednego z licznych starorzeczy Parsęty, pochodząca od nazwy firmy utylizacyjnej Bacutil, odprowadzającej firmowe ścieki do starorzecza przez kilka dziesięcioleci. Firma w dawnym wydaniu, była obiektem wielce uciążliwym dla otoczenia. Przy północno-zachodnim wietrze jej dławiący, przykry odór docierał do ulic Karlina a zrzuty ścieków do kanału połączonego betonowym przepustem z Parsętą nie tylko zanieczyszczały rzekę - w kanale, przy powierzchni wody, w ogromnej ilości pojawiały się pyszczki poszukujących ratunku ryb, a duże leszcze, w różnych miejscach płasko, skokami, przemykały ponad powierzchnią. Przez okres 46 lat widziałem to kilkakrotnie - widok i zapach były ogromnie przykre!

Po latach przerwy w działalności utylizacyjnej i kilkakrotnym przemieszaniu wody starorzecza falami powodziowymi Parsęty, kanał opanowali wędkarze. Skutecznie łowią – mnie zniechęcają wspomnienia i alergiczna niechęć do lansowanej obecnie mody „złów i wypuść”. Mam nadzieję, że owa moda, uznawana obecnie za dowód „wyższej etyki wędkarskiej” minie, jak każda inna moda wcześniejsza.

 

Kanał, a konkretniej ścieżka przebiegająca nad przepustem łączącym kanał z Parsętą, pozostaje jedynym miejscem, w którym podczas spóźnionych powrotów z dalekich pieszych wędrówek spinningowych zastawałem w ciemnościach roje pląsających świetlików i świecące fragmenty zmurszałego drewna. Wrażenia niesamowite…

Kanał Jamneński.

Kanał Jamneński łączący jezioro Jamno z Bałtykiem, od zawsze ulegał dużym przeobrażeniom nawet podczas jednego roku kalendarzowego, często bardzo uciążliwym dla ludzi - nie tyko "tubylców". Od lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia przekonałem się o tym kilkakrotnie "na własnej skórze".

Okazję do niecodziennych doświadczeń stwarzało ówczesne Wojewódzkie Zjednoczenie Przedsiębiorstw Technicznej Obsługi Rolnictwa w Koszalinie, organizujące w atrakcyjnie usytuowanym na terenie Mielna zjednoczeniowym ośrodku wypoczynkowym szkolenia i zjazdy integracyjne dla dyrektorów naczelnych i odrębnie dla dyrektorów technicznych podległych przedsiębiorstw. Zjazdy organizowano w okresie zmniejszonej aktywności polowej w rolnictwie, ...najczęściej w zimie.

Podczas jednego z takich zjazdów, długotrwały sztorm wprowadził wody Bałtyku Kanałem na ląd i zablokował odpływ z jeziora tak skutecznie, że przemieszane  wody  zalały m.in. dostęp do miejscowego kina. Nikt wejść nie próbował - kino było zamknięte a widok tak rozlanego jeziora zniechęcał do podejmowania prób nawet w typowych, podkolanowych gumiakach. 

W kolejnym przypadku, od kierowcy, który dostawczym autem dojechał do nas przez Łazy, dowiedzieliśmy się, że droga którą jechał, na długich odcinkach zalana jest wodą, w najgłębszych miejscach na około 30 centymetrów (!). Ale dojechał i ...woda opada. Ponieważ na dzień następny, na wczesne godziny poranne zaplanowano zakończenie szkolenia zdecydowałem, że po rozdaniu materiałów powrócę swoim maluchem właśnie drogą przez Łazy.

Na trasę wyruszyłem, gdy koledzy odjechali autokarem, wynajętym przez organizatora szkolenia. Początek był niezły. Prawdziwy horror rozpoczął się dopiero za mostem łączącym brzegi Kanału. Woda nie opadła, a jeśli nawet, to bardzo nieznacznie, ale za to, po nocnym przymrozku pokryła się cienkim lodem. Maluch pruł środkiem asfaltu jak mały lodołamacz, ja w tym czasie prosiłem swój los, aby podobny ryzykant nie nadjechał z przeciwka. Udało się.

 

Kanał Bristolski - Walia Wielka Brytania.

Kanał Bristolski w miejscowości Porthcawl, czyli w jego czołowej, szerokiej części po raz pierwszy (i – niestety – jak dotychczas ostatni) widzieliśmy przy okazji pierwszej podróży do Bridgend. Odbyliśmy ją przede wszystkim dzięki Michałowi, a konkretniej dzięki temu, że swobodnie porozumiewa się w kilku językach. Michał odwiedził nas w Polsce z dalszym zamiarem odwiedzenia swojej córci w Anglii – my tylko ochoczo dołączyliśmy, ale o tym więcej na podstronie „Podróże”.

Przy słonecznym dniu i bardzo słabym wietrze wody Kanału były spokojne, odpływ odsłonił znaczne obszary kamiennego lądu i bardzo obszernej plaży w sąsiedztwie dużego, gwarnego parku rozrywki, o którym pisano, że podczas awarii jednej z szalonych kolejek wózek z dwiema pechowymi osobami przeleciał całą szerokość plaży i wylądował na skraju wody. Sądzę, że to przesada, ale zaskakujące fakty pozostają faktami utrwalonymi na wielu fotografiach – dwie fotografie z Internetu dołączam do własnych a do odwiedzenia strony „obrazy dla Porthcawl” zachęcam gorąco – wiele ogląda się z odruchowo wstrzymanym oddechem…

Zalewy-Nadarzyckie

 

 

Stawy-Wyrobiskowe-k.-Pobłocia

 

 

Kanał-Młyński

 

 

Kanał-Jamneński

 

 

Ekopark Wschodni Kołobrzeg

 

 

 

Kanał Bacutilski 

FB

YT

Ekopark Wschodni Kołobrzeg.

Zamówienie naszych pontonów na rozlewiska w Podczelu trochę mnie zaskoczyło. Zamawiający, redaktor Andrzej Kisiel z TVP3, zapowiedział podglądanie przyrody z udziałem znanego kołobrzeskiego fotografika Kazimierza Ratajczyka tymczasem w mojej pamięci tkwił mało zachęcający obraz z lat osiemdziesiątych - letni, słoneczny ale zimny dzień, ponura cisza na bagiennych, zakrzaczonych rozlewiskach, błotniste kałuże na grobli i pustą, nieprzyjazną plażę na jej końcu. Sądziłem nawet, że jest to teren zamierający, skażony jakimś draństwem przez ówczesne, ruskie lotnisko w pobliskim Bagiczu.Brak konkretnych informacji o terenie sprawił, że do samochodu załadowaliśmy wszystko, co przydać się może w warunkach najtrudniejszych. Przydało się prawie wszystko! Aby dyskretnie dotrzeć do najtajniejszych i najpiękniejszych zakątków rozlewisk, wykorzystaliśmy każdy rodzaj napędu - silniki, wiosła i ...własne nogi. Bywało ciężko, a po wschodniej stronie grobli, gęsto usianej sterczącymi nad i tuż pod powierzchnia wody

K. Bacutilski.

Wideo: Sesja z zaskrońcem /

Kanał Bacutilski to karliński rekordzista przeobrażeń. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych odprowadzał do niego swoje ścieki technologiczne Zakład Utylizacji Zwierząt BACUTIL. Nie mam pojęcia jaki był skład tych ścieków, ale nawet gdyby były najczystsze, nikt nie próbował łowić tam ryb. Wystarczył mdląco-wymiotny odór rozsiewany wokół przez zakład. Przy nieprzyjaznym wietrze odór docierał poprzez las aż do Karlina. Akurat w roku 1983 budowałem altanę na swoim ogrodzie działkowym - gdy docierała tam fala przeogromnego smrodu, odechciewało się wszystkiego.

Z zakładu zlokalizowanego w lesie, w sąsiedztwie Zakładu Płyt Pilśniowych i Wiórowych rozsiewającego łagodne zapachy własne, ścieki odprowadzane były wąskim strumykiem,  pokonującym torowisko kolejki specjalnym przepustem. Torowisko miało w historii Karlina rozdział własny. Włodarze największych pracodawców - ZPPiW, Gminnej Spółdzielni "SCH", Państwowego Ośrodka Maszynowego oraz Miasta wymyślili niegdyś wspólną budowę centralnej kotłowni dla miasta, z lokalizacją na terenie przyległym do POM. Teren należał do Zarządu Koszalińskich Kolei Wąskotorowych. Zarząd postawił warunek - udostępni teren, jeżeli włodarze pomogą w likwidacji urządzeń kolejowych na wielokilometrowym odcinku. Wykonawstwo przez wiele miesięcy realizowały ekipy Wydziału Instalacyjno-Montażowego oraz Wydziału Chemizacji POM. Zdemontowane szyny i podkłady kolejowe składowano pomiędzy terenem przyszłej kotłowni i ulicą Dworcową. Wieść szybko obiegła okolicę - duże ilości szyn wykupili prywatni inwestorzy z przeznaczeniem na stropy własnych budowli :).

Plany wykorzystania torowiska po demontażu akcesoriów kolejowych ulegały zmianom skrajnym. Najszybciej wykorzystali je mieszkańcy wsi Lubiechowo. Wydeptali na niej ścieżkę do Karlina, później wyjeździli ją rowerami i motocyklami. W okresie, gdy w Polsce panowała moda na budowę "ścieżek zdrowia" lokalnie zdecydowano, aby takową zbudować na torowisku. Zbudować w czynie społecznym mieszkańców!

W dniu społecznego czynu podzielono mieszkańców na kilka grup, w tym dwie związane z budową ścieżki. Jedna (w której uczestniczyłem) zajmowała się demontażem trylinki na ulicy Okrzei planowanej do asfaltowania, druga miała przygotować torowisko pod trylinkę.

Co stało się z trylinką zdemontowaną na Okrzei, pojęcia nie mam. Istotnych zmian na torowisku po pierwszym dniu czynu, nie zauważyłem. Pomysł upadł. Prawdopodobnie skutecznie załatwił to bacutilski odór.

Teraz, po wielu latach od modernizacji zakładu i zmianie zakresu jego działania, po torowisku biegnie intensywnie eksploatowana asfaltowa ścieżka rowerowa, włączona do zachodniopomorskiej, wielokilometrowej sieci. Zakład odoru już nie rozsiewa a wiem tylko tyle, że działa tam punkt odbioru, z którego padłe zwierzęta odwożone są do innego (?) zakładu utylizacji. Tak powiedziano mi przy zdawaniu psów zabitych przez złodziei podczas bezskutecznej próby włamania do mojego zakładu.

Wcześniej, podczas cuchnącej działalności, byłem na jego terenie tylko raz i obiecałem sobie, że nigdy więcej. Byłem z wiadrem (i przewodnikiem) po białe robaki, na ryby. Robale grubą warstwą łaziły dosłownie wszędzie, po nich i pomiędzy nimi biegały spasione szczury. Nasypano mi pół wiadra, do 3/4 zasypałem je warstwą trocin i powiesiłem na środku piwnicznego sufitu na haku, na którym podwieszona była żarówka. Po dwóch dniach zastałem wygryziony w plastykowym wiadrze pionowy 3-centymetrowy pas i niewielką ilość robali. Piwniczne szczury zdołały dobrać się do wiadra po podwieszonym pod sufitem przewodzie elektrycznym! Inteligencję ich podziwiam, patrzę na nie z niechęcią i ...tajonym lękiem. W roku 1958, w Hajnowskich Zakładach Przemysłu Maszynowego Leśnictwa widziałem jak zakładowy kowal chwycił potężnego, swobodnie biegającego szczura kowalskimi szczypcami i zanurzył w beczce z wodą. Szczur zanim 

K. Bristolski.

Materiały do obróbki i montażu.

K. Jamneński / Jamieński Nurt.

Kanały Lubiechowskie.

Materiały do obróbki i montażu.

K. Młyński.

Materiały do obróbki i montażu.

Stawy Petrico.

Materiały do obróbki i montażu.

Stawy Wyrobiskowe k. Pobłocia.

Materiały do obróbki i montażu.

Zalew Karaś w Lubsku.

Wideo: -uzupełnię, gdy trafię na nie wśród materiałów odzyskanych przez Klinikę Danych IVITER w Warszawie. Odzyskano je bez oryginalnych nazw - dotarcie do materiału poszukiwanego wymaga czasochłonnego przeglądania całości i ...szczęścia.

Wspomniane materiały pochodzą z lat wcześniejszych, gdy wodę obiegała szeroka ścieżka z kałużami, na odpływie błotnista. 

Szwagier odwiedzał zalew często, rowerem, oczywiście z wędkami i bez.

Bardzo lubię słuchać jego opowiadań o wędkarskich sukcesach, a właściwie o wszystkim. Ma bardzo indywidualny pogląd na życie. Szczególnie ubawił mnie opowiadaniem o własnym sposobie porzucenia nałogu nikotynowego. 

Nad Odrą, czekając na branie ryby, sięgnął po kolorowe pismo. Gdy wyczytał w nim, że  nikotyna obniża seksualny potencjał każdego mężczyzny, wyrzucił swoje papierosy do rzeki i od tamtego dnia po prostu nie pali.

Zapisałem to w maksymalnym skrócie - on opowiada to po męsku, kwieciście.

Razem z nim, z kamerą i aparatem obeszliśmy zalew dookoła tylko raz (patrz zdjęcie pierwsze, z roku 2016), przed utwardzeniem ścieżki i zagospodarowaniem nabrzeża. Po zakończeniu prac, chylę kapelusza przed autorami projektu i władzami miasta. Istnieje drobne ALE - na tak małym obszarze wędkowanie i kajaki pozostaną antagonistami.

Jesienne zdjęcia z 03 listopada 2018 roku publikuję z przyjemnością.

Zalew Sidłowo.

Materiały do obróbki i montażu.

Zalewy Nadarzyckie.

Wideo: Zalewy Nadarzyckie 2004 / Zalewy Nadarzyckie 2007

Wpis niniejszy traktować należy jako "rozwojowy".

Na brzegach i wodzie Zalewów po raz pierwszy przebywałem w roku 2004, na zlecenie TVP3 Szczecin, Redakcja Koszalin. Redaktor Andrzej Kisiel, autor cyklu "Pomorskie Krajobrazy" (emitowanego także poza granicami Polski), kilkakrotnie korzystał z naszych firmowych pontonów. Na Zalewach także.

Na lądzie, na polu biwakowym, korzystaliśmy z gościnności wspaniałego gawędziarza, śp. Janusza Golanowskiego. Jego opowiadań o Zalewach, Polu Biwakowym i kontaktach z Rosjanami stacjonującymi po II WŚ w Borne-Sulinowie, zarządzającymi niegdyś Zalewami i dużym terenem przyległym, słuchałem z ogromną przyjemnością i chętnie słuchałbym godzinami. Jego tubalny, lekko ochrypły pamiętam doskonale.

Przed Polem Biwakowym (od strony Borne-Sulinowa) miał swoją bazę ówczesny dzierżawca wód Zalewów, wydający m.in. odpłatne pozwolenia na wędkowanie. Od niego dowiedzieliśmy się, że do lat siedemdziesiątych, na mapach Polski Zalewów po prostu nie było - kartograficznie nie istniały. Trochę nie dowierzałem, gdy opowiadał o zjawiskach towarzyszących poligonowym próbom nowych rodzajów broni. Twierdził, że podczas niektórych potężnych wybuchów ziemia wraz z jego Bazą i nim unosiła się nieco do góry i natychmiast ciężko ale z wyraźną ulgą opadała. Uwierzyłem dopiero w drugim dniu naszego pobytu.

Dwie noce spędziliśmy w Nadarzycach, w Agroturystyce bezpośrednio sąsiadującej z Piławą. Rzeka poniżej Elektrowni zamykającej Zalewy prezentuje się pięknie. Pstrągowo.

 

Przed odjazdem uzyskałem kilka godzin dla siebie. Podczas nagrań brzegowych pontony nie były potrzebne, więc ze spinningiem wyskoczyłem na wodę, w stronę poligonu na przeciwległym brzegu. 

Pierwszego szczupaka utrzymywałem za burtą na lince z agrafką. Po pierwszym targnięciu zmądrzał, zachowywał się spokojnie aż do zdarzenia zmieniającego moją wiarę w opowiadania Dzierżawcy.

Spokojne, relaksujące "czesanie wody" przerwało nagłe pojawienie się dwóch samolotów odrzutowych nalatujących od tyłu na bardzo małej wysokości. Niespodziewany widok dużych obiektów nad głową sprawił, że odruchowo skurczyłem się na pontonie. Nie zdążyłem zakląć, gdy dopadł mnie potężny ryk silników. Tego już było za wiele. Rozeźlony pogroziłem im pięścią.

Piloci - jakby w odpowiedzi na gest, którego widzieć po prostu nie mogli - ostrym wyjściem w górę dokonali nawrotu, lecieli wprost na mnie. Na pełnej mocy elektrycznego silnika ruszyłem do bazy. Szczupak na lince więcej frunął w powietrzu niż płynął aż błyskawicznie rosnące samoloty łagodnym łukiem skierowały się nad poligon. Odetchnąłem z ulgą.

Prowadzący obniżył lot, tuż przed ostrym odejściem w górę od jego korpusu oddzieliło się ogromne cygaro. Drugi pilot posłał w to miejsce dudniącą serię z jakiegoś lotniczego działka całkiem sporego kalibru.

Gdy cygaro uderzyło w ziemię, dotarł do mnie dziwny, wielce nieprzyjemny dźwięk, stwarzający wrażenie, że potężna siła swobodnie rozrywa arkusz stalowej blachy 10-centymetrowej grubości. Pod niebo wzniósł się słup czarnego dymu, resztę zagłuszyły syreny strażackich wozów. Podczas pobytów późniejszych, prywatnych, powiedziano nam, że w dniu naszego odjazdu rozpoczęły się próby poligonowe, obserwowane z wieży przez międzynarodową ekipę ekspertów.

 

W latach siedemdziesiątych dostępu do Zalewów  ani układów z Rosjanami nie miałem żadnych. Niekiedy, za flaszkę, wartownicy ustawieni na moście nad Piławą wpuszczali na południowy jej brzeg grzybiarzy. Docieraliśmy poza bocznicę kolejową aż do wygrodzonego terenu z wartownikiem, który zwykle informował "dalsze nie lzia, strelać budu".

Po wyjeździe Rosjan, poprzedzonym zastąpieniem drewnianych mostów betonowymi okazało się, że wartownik strzegł dostępu do ziemnego magazynu paliw. Na dużym terenie zastaliśmy długi rząd ogromnych, ukrytych w ziemi zbiorników. Gdyby w to miejsce ktoś przesłał odpowiednią "pigułę" teren uległby ogromnym przeobrażeniom. W miarę upływu czasu zbiorniki wydobyto. Przez pewien czas widywałem je na stacji kolejowej - dokądś powędrowały.

W czasach, gdy za Piławą przebywali Rosjanie, na brzegu północnym tolerowano nawet wejścia na skraj poligonu. Wchodziliśmy na wieżę obserwacyjną, zbieraliśmy grzyby poza nią. Teraz, po sprzedaży tamy osobie prywatnej, pozwolenie na dojazd do niej posiada tylko ona (?), Wszędzie rozstawiono zakazy - OSTOJA ZWIERZYNY.

Zalew Siemianówka.

Wideo: Hajnówka-Topiło kolejką / Hajnówka-Topiło 2016 samochodem /.

Opis Basenów w przygotowaniu.

Baseny Topiło

Ekopark Wschodni Kołobrzeg

Kanał Bacutilski

Kanał Bristolski

Kanał Jamneński

Kanały Lubiechowskie

Kanał Młyński

Stawy Petrico

Stawy Wyrobiskowe k. Pobłocia

Zalew Karaś w Lubsku

Zalew k. Sławoborza

Zalewy Nadarzyckie

Zalew Siemianówka

Baseny Topiło.

ostro zakończonymi pniami drzew, nawet trochę niebezpiecznie. Ale satysfakcję z pokonania trudności i pozyskanych zdjęć mamy ogromną.

Termin (i pogodę) A. Kisiel dobrał szczęśliwie. Trafiliśmy na okres intensywnych zalotów, łączenia się w pary, i składania jaj. W porównaniu z wrażeniem martwej ciszy sprzed lat dwudziestu - ruch i gwar szokujący, a szczególną niespodziankę zgotowała nam para gęsi gęgaw i ...zaskrońce.

W większości gniazd, do których bardzo ostrożnie zaglądaliśmy, znajdowaliśmy od dwóch do sześciu jaj. W gnieździe rekordzistek, ukrytym w wysokich trzcinach, było ich piętnaście. Różnica tak ogromna, a wygląd takiej sterty (jak ją wysiadywać?) zadziwiający na tyle, że jedną z pierwszych czynności, jakie wykonałem po powrocie do domu, był przegląd internetowych informacji nt. gęgawy. Dwa zdania z Wikipedii wklejam poniżej:

"Preferuje tereny trudnodostępne." oraz "Wyprowadza jeden lęg w roku, składając w marcu lub w kwietniu 2 do 20 jaj". !!!

 

W przeciwieństwie do gęgaw i całej ptasiej reszty wyraźnie niezadowolonej z naszych "odwiedzin", zaskrońce przyjęły naszą obecność z absolutną obojętnością. Wygrzewające się w trzcinach pozowały z absolutnym spokojem, a kopulujące na lądzie "robiły swoje" z zapałem, którego - jak sądzę - nie zdołałoby ostudzić nawet trzęsienie ziemi.

Z kilkugodzinnych nagrań udostępniam klip 6-minutowy. Mimo amatorskich niedoskonałości montażu oglądam go z przyjemnością i traktuję jako jeden z dowodów-argumentów, uzasadniających potrzebę ścisłej ochrony Ekoparku.

 

Kolejną wyprawę na rozlewiska zrealizowaliśmy w dniu 2006-06-09, gdy w Ekoparku panował intensywny ruch. Wszędzie pływały wielodzietne ptasie rodziny, w kilku miejscach woda „gotowała się” odsłaniając fragmenty trących się ryb. Na grobli, kołobrzeski historyk - przedstawiając muzealne egzemplarze dawnych czasopism – opowiedział nam spory kawał historii rozlewisk i Kołobrzegu.

 

Teraz, po osobistych doświadczeniach, sam zachęcam opiekunów dzieci w wieku nie tylko przedszkolnym, aby spróbowali zaprowadzić swoje maluchy na groblę np. w pogodny dzień przełomu maja i czerwca. Moja wnuczka była zachwycona. Radzę jedynie mieć przy sobie chociażby kromeczkę chleba. Dzikich ptaków - co prawda - karmić nie należy, ale na grobli często grasuje łabędź - rozbójnik, który zajmuje pozycję centralną i atakuje każdego, kto usiłuje przemknąć obok bez podaniu mu smakowitego kąska...

Poza tym, na grobli i w jej bezpośrednim sąsiedztwie, określenie "dziki" bardziej pasowało do ludzi niż do ptaków, odpoczywających na niej całymi rodzinami. Na grobli tylko ludzie porzucali mnóstwo przeróżnych opakowań i plastyków.

W roku 2021 na grobli i ścieżce rowerowej jest czysto! Brawo.

Po wielu odwiedzinach Ekoparku (od strony Podczela II i od strony hotelu Arka) w dniu 11-04-2021 zaskoczyło mnie coś niezwykłego. Podczas wszystkich wcześniejszych naszych pobytów na i nad rozlewiskiem, gęsi zawsze uciekały od ludzi - do Dariusza Zatowskiego, kołobrzeskiego fotografa, zbliżają się z pełnym zaufaniem. Ich komitywa natychmiast sprowadza spore stado mew...

Podczele na mapach Google opisane jest dwojako. Jedno, duże osiedle, określane jako Podczele, zajmowane było niegdyś przez rosyjską  (radziecką!) obsługę lotniska wojskowego w Bagiczu. Drugie, małe, powiązane z ośrodkiem sanatoryjnym i Ekoparkiem Wschodnim Kołobrzeg, określane jest jako Podczele II. Więcej o osiedlu głównym pod adresem Podczele.

utonął, gryzł szczypce tak mocno, że na pokrytych zgorzeliną szczękach pozostały rysy aż do gołego metalu.

Wracając nad kanał - gdy przy bardzo niskim poziomie Parsęty zdarzało się gorące lato, w kanale działy się rzeczy straszne. Kilkakrotnie widziałem na powierzchni kanału tysiące kurczowo pracujących obok siebie rybich pyszczków, Spomiędzy nich, co pewien czas wyskakiwały dwukilogramowe leszcze i płasko, waląc ogonami w powierzchnię wody przemieszczały się po niej po kilka metrów. Wyglądało to na zbiorową agonię. Nikt nie spieszył z pomocą, bo był to kanał "bacutilski". 

Teraz, po wielu latach po zmianie zakładu i kilkakrotnej powodziowej wymianie wody nad kanałem pojawili się wędkarze a dwa spośród zdjęć zamieszczonych obok (te z ogniskiem) pochodzą z zakończenia zawodów spławikowych na nim rozegranych.

 

Kotłownia opalana miałem węglowym służyła miastu do czasu, gdy po erupcji gazu w Krzywopłotach pod Karlinem uruchomiono spółkę Petrico i mieszalnię gazów, z której gaz o stałych parametrach wprowadzono do sieci państwowej a produkt uboczny tj. tańszy gaz o parametrach niższych (?) spółka rozprowadzała siecią własną. M.in. do odpowiednio zmodernizowanej kotłowni miejskiej. Kotłownię węglową oraz ocieploną zewnętrzną sieć przesyłową, biegnącą ponad ziemią do wysokości amfiteatru (dalej pod ziemią), zdemontowano. Kilka odcinków rur przesyłowych wykupiłem. Służą jako kolumny podpierające galeryjkę łączącą mieszkania naszych synów. 

Kanał Jamneński zaznaczony obecnie na mapach Google jako Jamieński Nurt (?) odwiedzałem-odwiedzaliśmy wielokrotnie począwszy od roku 1972. Zwykle wtedy, gdy z powodów konkretnych lub dla zwykłej przyjemności bywaliśmy w Mielnie i Unieściu. Zgodnie z podziałem niniejszej witryny część materiałów związanych z takimi pobytami zawierają: podstrona Polska-przycisk Mielno-Unieście oraz podstrona Jeziora-przycisk Jamno.

Kanał od zawsze spełniał ważną dla środowiska rolę, ale również od zawsze sprawiał poważne kłopoty. Zdarzało się, że długotrwałe północno-zachodnie wiatry wtłaczały do jeziora ogromne masy wód Bałtyku. Dojście do mieleńskiego kina i droga asfaltowa łącząca Unieście i Łazy stawały wówczas pod wodą. Głębokości na dojściu nie sprawdzałem, wystarczył mi horror lutowej jazdy przez Łazy. Zdecydowałem się na nią maluchem (!) po komunikacie lokalnego radia. Droga przez Mielno-Mścice po obwitych opadach śniegu i silnym wietrze była nieprzejezdna a z ważnego spotkania w Mielnie do domu dojechać musiałem. Po wjeździe na szeroko zalaną drogę pokrytą cienkim lodem odwrotu nie było. Parłem przed siebie słysząc tylko chrobot łamanego lodu. Chyba głośno dopingowałem sam siebie, abym wyczuwał środek drogi i przypadkiem nie ugrzązł na poboczu. W głowie kołatała natrętna myśl - oby nie było głębiej i nikt nie nadjechał z przeciwka. Kłopoty z piaszczystym poboczem pamiętałem bardzo dobrze.

Udało się! W najgłębszym miejscu woda sięgała osi malucha ale były to odcinki krótkie. Z naprzeciwka nikt nie nadjechał, do wyszukiwania asfaltu pod nieprzezroczystym lodem miałem całą szerokość drogi.

Powrót do menu

Powrót do menu

2020_0923.

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu