Hajnówka - Karlino. Wieloletnie okresy życia w obu tych miastach, własne obserwacje podczas licznych podróży po Polsce i (oczywiście!) codzienne komunikaty meteorologiczne "odruchowo" skłaniają do porównań odmiennych zjawisk przyrodniczych, równolegle zachodzących na różnych obszarach naszego kraju. Takie porównania prowadzą wprost do stwierdzenia, że Polska jest po prostu piękna - mamy wszystko za wyjątkiem czynnych wulkanów, wiecznej zmarzliny, gór lodowych i bezmiaru oceanu. Tyle tylko, że wszystko co mamy, mamy w miniaturze, proporcjonalnie do wielkości naszego państwa :).

Tak, czy owak, ze swojego miejsca na Ziemi byłem, jestem i będę bardzo zadowolony. Mamy cztery konkretne, wyraziste pory roku. W każdej na przemian bywają dni szare, bezbarwne, ale po nich nastają dni przepiękne, sprawiające (po szarych) ogromną radość. Stale popieram powiedzenie "Nie ma złej pogody - bywa niestosowny ubiór", ale - jak wszędzie - tu też bywają wyjątki. Stąd od zawsze dużym szacunkiem darzę osoby, które w dni przez większość uznawane za nieprzyjazne, muszą pracować, aby innym wciąż było dobrze!

Z tym "i będę bardzo zadowolony" chyba trochę przesadziłem. Może nawet więcej niż trochę i to tym bardziej, im jestem starszy. Miejsce radości z wiosennej zieleni i burzy wiosennych kwiatów, z letniego chodzenia boso po ciepłej rosie pięknie wystrzyżonego trawnika, letnich morskich kąpieli i długich spacerów zacienionymi leśnymi drogami, przyjemności wypraw na jesienne grzyby i podziwiania jesiennych przebarwień, wspaniałych doznań z zimowych spacerów wśród skrzących w słońcu zasp, z zimowych kuligów i wielu innych wspaniałości, coraz częściej zajmuje pospolita irytacja z powodu postępującej niemocy i narastających ograniczeń, związanych z wiekiem. :(.  Ale - dni szare i nieprzyjazne szybko popadają w zapomnienie a niemoc niekiedy udaje się przezwyciężyć. Staram się!

 

Użytkowników Internetu, którym zechce się sprawdzić zawartość niniejszej strony, gorąco proszę o zrozumienie i cierpliwość. Znakomita większość materiałów zamieszczonych na stronie dotyczy zbiorników wodnych i wszystkiego co w nich i na nich się dzieje. Obecność i rozmieszczenie akwenów w największym stopniu wpłynęły na moją decyzję z przełomu lutego/marca 1972 roku. Decyzję osiedlenia się w Karlinie...

 

Uwaga: podczas segregowania materiałów w podziale na poszczególne pory roku, powstały nieścisłości związane z encyklopedycznymi określeniami okresów trwania pór. Meteorologiczne są stałe - Wiosna od 01.03; Lato od 01.06; Jesień od 01.09; Zima od 01.12. Kalendarzowe są stałe również, ale - Wiosna od 21.03; Lato od 22.06; Jesień od 23.09; Zima od 22.12. Astronomiczne są zbliżone do kalendarzowych, ale są zmienne - Wiosna od 20 lub 21.03; Lato od 21 lub 20.06; Jesień od 22 lub 23.09: Zima od 21 lub 22.12. Aby było weselej, dla klimatu umiarkowanego stosuje się podział jeszcze bardziej zagmatwany: przedwiośnie/wiosna/lato/jesień/przedzimie/zima przy czym stosowane bywają podziały jeszcze bardziej szczegółowe, np. poprzez dodanie przed i po nazwie głównej przedrostka "przed" lub "po". Np. przedlecie, pozimie itp, itd.

Wiosna 2014 Na obrzeżach lasu

 

 

Wiosna 2014 Białogard-Ulica-1-Maja

 

 

Lato 2005 

 

 

Jesień

 

 

Zima

 

 

FB

YT

Pory Roku.

Jadąc w okresie przedwiośnia z Karlina na południowo-zachodnie tereny Polski, trudno jest nie zauważyć w okolicach Wrocławia i Jeleniej Góry dwu- lub nawet trzytygodniowej różnicy w wegetacji przydrożnych drzew, krzewów i upraw. Gdy na południowym zachodzie pękają mocno nabrzmiałe pąki, ich karlińskie odpowiedniki śpią jeszcze snem głębokim.

Na wschodzie, w odległej o 700 km Hajnówce trafić można w tym samym czasie na współistnienie obu pór roku - jeszcze zimy i już wiosny. Na dobrze nasłonecznionych obrzeżach Puszczy Białowieskiej wszędobylskie błękitne przylaszczki, w głębi resztki zlodowaciałego śniegu i sporadyczne, kwitnące krzewiny trującego dla człowieka wawrzynka wilczełyko. Kiedyś, bardzo dawno temu, "popełniłem w tej sprawie" rymowankę:

MARZEC

Gdy zbliża się WIOSNA – ON podąża przodem

Za dnia śniegi roztapia, w nocy skuwa lodem

Wiatrem suszy pola, potem deszczem zrasza

Gdy rozpędzi chmury ...na spacer zaprasza.

Wiosna 21.03-21.06.

Gdy Wiosna wreszcie dociera, wszystko i wszędzie pięknieje, nabiera ogromnego rozpędu. W Karlinie, pod naporem spowalniających wiatrów północno-zachodnich dzieje się to powoli, w Hajnówce krótko, niemalże gwałtownie. W każdym miejscu, w którym wiosenne zmiany są zawsze wyraźne, dzieje się tak wiele, że i dla mnie - pospolitego zjadacza chleba, owładniętego manią dokumentowania wszystkiego co mija, nastaje okres wzmożonej aktywności. Więc działam - KU CHWALE OJCZYZNY i ...własnej :) :).

Materiały foto-wideo, tytułami odniesione do kolejnych pór roku, przygotowałem przede wszystkim dla miasta Karlino i rzeki Parsęta, ale nie tylko. W przypadku Wiosny są to:

Karlino 4 Pory Roku WIOSNA / Parsęta w kwietniu  /  Parsęta w maju  /  Parsęta w czerwcu / Zachodniopomorskie Rzepaki 2013 /

(W/w materiały należałoby znacząco skrócić i ulepszyć - niestety, zrobić tego raczej nie zdążę :( )

Lato 22.06 - 22.09.

Powrót do menu

Jesień 23.09 - 21.12.

Powrót do menu

Powrót do menu

Zima 22.12 - 20.03.

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Powrót do menu

Wiosna

Lato

Zima

Jesień

Jesień, szczególnie jej okres początkowy, od zawsze uważam za szczególnie piękny. W naszej strefie klimatycznej,  piękno i wspaniałości przyrodnicze łatwo jest odnaleźć o każdej porze roku. Wiosną - gdy słońce z czystego błękitu przygrzewa co raz mocniej a niemal wszystko dookoła obficie kwitnie, zanim przyrodę zdominuje wszechobecna zieleń. W gorące lato - gdy bujną zieleń przeplata mnóstwo przeróżnego kwiecia a wśród zieleni i kwiatów zaczynają pojawiać się wspaniałe owoce. Zimą - gdy po obfitych opadach na bezchmurnym niebie pojawia się słońce, gdy wszechobecna biel skrzy się w nim milionami diamentów a zewsząd docierają radosne głosy dzieciarni figlującej na śniegu.

Jesień ma prawa własne, odmienne od pozostałych pór roku. Łagodząc letnie upały zachęca do powolnego wyciszenia, burzą przepięknych kolorów skłania do podziwu i relaksu na łonie natury, a gdy uzna to za stosowne - wichurami i słotą wymusza odpoczynek przed zimą. Także piękną, ale i trudną.

Gdy Jesień nastaje, staram się na różne sposoby odwiedzić Szwajcarię Połczyńską. 25 października 2020 roku na jesienną przejażdżkę namówiłem Żonę. Odwiedziliśmy kilka miejsc wcześniej nieznanych oraz tradycyjnie Elektrownię Wodną w Rościnie i Szwajcarię. Teraz przygotowuję relację wideo, ale wyjazd muszę powtórzyć. W jeździe powrotnej, po krótkiej rozmowie ze zmęczonymi spacerem kuracjuszkami zdecydowaliśmy sprawdzić drogę pożarową-spacerową łączącą drogi publiczne 163 i 173. Z parkingu z leśną siłownią wjechaliśmy na mocno pofałdowaną stromymi wzgórzami, bardzo atrakcyjną trasę z bardzo kolorowymi poboczami porośniętymi buczyną. Ludzi spotkaliśmy dopiero przy drodze 173. W domu okazało się, że kamera nie zarejestrowała przejazdu. Prawdopodobnie wyłączyła się podczas rozmowy z kuracjuszkami, a podekscytowany ich opowiadaniem o utrudnieniach na trasie, wyłączenia nie zauważyłem...

Przejazd muszę (i chcę) powtórzyć tym bardziej, że z mapy Google wynika kolejna, niezauważona przez nas ciekawostka. Gdzieś (?) pod tamtą drogą przepływa rzeka Wogra. Wypływa z jeziora Kłokowskiego, więc ciekaw jestem, jak naprawdę wygląda. Przypuszczam, że w okolicach drogi pożarowej jest to co najwyżej skromny strumyk.

Po ostatnich przejazdach leśnymi drogami pożarowymi nadszedł moment weryfikacji moich poglądów. Po pierwszej jeździe, gdy taką drogą dojechałem prostopadle do rzeki Drawa, nabrałem błędnego przekonania, że wszystkie prowadzą do zbiorników wody. NIE PROWADZĄ. Zapewniają tylko jednostkom pożarniczym dojazd w pobliże miejsc objętych pożarem.

Przejazd powtórzyliśmy 15.11.2020, gdy po wielu dniach mgieł i opadów pokazało się słońce. Po 21 dniach przerwy zastaliśmy scenerię absolutnie odmienną. Kolory bardzo pociemniały, większość liści opadła. Taka zmiana ma tylko jeden, poważny plus - oko kamery i wzrok człowieka sięgają głębiej.

Most nad rzeką Wogra zauważyłem w niewielkiej odległości od drogi 163, ale to, co pod nim przepływa(?) trudno jest nazwać rzeką.

Nie wiem jak i dlaczego auto-kamera ponownie przestała rejestrować trasę aż na 10 minut i 36 sekund. Obraz pokazywała nieprzerwanie, więc skoncentrowany na obserwacji nieznanej trasy uznałem, że wszystko przebiega OK. Niestety - muszę się jej skutecznie pozbyć, tym bardziej, że obraz rejestruje fatalnie i fatalnie reaguje na zmiany światła. Podczas owych 10 minut na wąskiej drodze mijałem jadący z przeciwka samochód terenowy (chyba leśnicy), wymienialiśmy pozdrowienia i uwagi z dwiema odległymi od siebie grupami turystów pieszych. Trwało to bardzo krótko, jako że byłem przekonany o możliwości bliższego ich rozpoznania przy obróbce nagrania. Nie wyszło!

Do drogi 173 dojechaliśmy o godzinie 13:33:33. Po 20 dniach krzątania się na posesji, bez oddalania się od niej z uwagi na pandemię i niesprzyjającą pogodę, należał się nam głębszy oddech. Nie wiedząc dokąd dojedziemy, podjęliśmy dalszą jazdę "Dojazdem pożarowym 7". Uprzedzeni przez piechurów, że czekają nas liczne, ostre wzniesienia jechaliśmy spokojnie na wprost mijając liczne, podobnie wyjeżdżone rozjazdy i skrzyżowania. Po minięciu skrzyżowania ze ścieżką rowerową zaniepokoiła nas zmiana charakteru drogi. Zniknęły wcześniejsze oznakowania a nieco dalej, pod grubą warstwą bukowych liści, zniknęła także droga. Jazda po tak niepewnym terenie trwała na szczęście krótko. Z ulgą dojechaliśmy do asfaltowej drogi ze stojącymi na poboczu tablicami informacyjnymi. Były od nas odwrócone, więc podjechaliśmy, aby sprawdzić, gdzie znaleźliśmy się. Tablice oznaczały koniec miejscowości Zajączkówko. Coś w mojej 80-letniej pamięci zaczęło świtać. Po zakupie pierwszego "auta" (Fiat 600!) tj. po roku 1978 dość dokładnie rozpoznawaliśmy okolice i chyba wtedy jechałem tamtędy po raz pierwszy. 

Po sprawdzeniu tablicy ruszyliśmy do Połczyna na spacer i jesienne zdjęcia w Parku Zdrojowym, ale po krótkim przejeździe musieliśmy parkować na poboczu - zauważyłem po stronie lewej wyrobiska kopalni kruszyw. Widoki niecodzienne, musiałem je zarejestrować, Zdziwiły mnie przede wszystkim, poza głębokością wykopów, naruszenia gruntu wokół słupa linii WN. Nie zdziwiłbym się, gdyby taka beztroska doprowadziła do naruszenia jego stabilności i niewyobrażalnych nieszczęść. Krakać nie mam prawa, na tym się nie znam.

Skoro przeszedłem do hamowania swojej wyobraźni - uwiera mnie także inny szczegół. Na FB zamieściłem zaproszenie do "Jesiennej Przejażdżki". Na drogach asfaltowych OK, ale auto na "Dojazdach Pożarowych" najwyraźniej mi nie pasuje. Szczególnie po spotkaniach z grupami piechurów. Podtrzymując zaproszenie, zachętę do osobistego przejazdu ograniczam do osób w wieku 80+, z nadzieją, że Leśnicy okażą stosowną wyrozumiałość. Osoby pozostałe zachęcam do spacerów pieszych. Piękno tras oraz ich infrastruktura są tego godne.

Materiały z Połczyna Zdroju opublikuję na podstronie https://fv-dokument.pl/polska przycisk Połczyn Zdrój.

Od 21 marca.

W kwietniu.

W maju.

Do 21 czerwca.

We wstępie do "Pór Roku" stwierdziłem, że każda z nich zawiera co najmniej kilka dni przepięknych, głęboko zapadających w pamięć. Podtrzymuję. Jako dowody, proszę potraktować powyższe publikacje np. "Śnieżynka" i "Wiewiórcze Harce". Harce dowodzą, że dni przyjazne uszczęśliwiają nie tylko ludzi.

W Hajnówce, w 4-rodzinnych "czworakach" nadejście zimy zawsze poprzedzał stały, przygotowawczy ceremoniał. Z lasu przynosiłem worek czystego, puszystego mchu, Tata z pomieszczeń gospodarczych przynosił i wstawiał drugi komplet okien, Mama z moim rodzeństwem, układała mech na parapecie pomiędzy zdwojonymi oknami i pięknie ozdabiała go na okres kilku miesięcy. 

Resztę zwykle załatwiał mróz, tworząc na szybach zewnętrznych przedziwne kompozycje.

W kuchni ciepło było zawsze. W sypialni, przed nocą, w dużym kaflowym piecu buzowały dębowe szczapy, a gdy nocne temperatury spadały poniżej -30 stopni słyszeliśmy, jak pęka kora pobliskich sosen. 

Zapomnieć nie potrafię wielu innych wydarzeń. Między innymi dziecięcej próby ślizgania się boso. Atrakcja wątpliwa, ale spróbować musieliśmy. Na kilkumetrowej lodowej ślizgawce okazało się, że buty, niezależnie od rodzaju podeszwy "niosą" lepiej.

Podczas jednej z bardzo śnieżnych i wietrznych zim śnieg zasypał dość wysokie ogrodzenie ogrodu. Przedwiosenne słońce nadtopiło jego powierzchnię, nocny mróz utworzył skorupę twardą na tyle, że korzystanie z odśnieżonej ścieżki okazało się zbędne. Większą frajdę zapewniał przemarsz skorupą nad płotem i dopiero za nim skok na odśnieżoną drogę.

Gdy zbliżały się Święta, po wykupieniu asygnaty, pozostawała wędrówka po choinkę. Śnieg do kolan, trochę słońca i leniwie wędrujące chmury, z których chwilami powoli, dostojnie, opadały rzadkie, ogromne płaty śniegu. I cisza, przeogromna wszechobecna cisza. Tego wydarzenia i tamtej scenerii nie zapomnę nigdy. Byłem wśród swoich, urzeczony pięknem chwili czułem się, jak naturalny element tamtejszej przyrody. 

Wstęp.

Zimy w Marcu - do 20.03.  Parsęta w marcu / Rega w marcu /

Z kalendarzowym początkiem Zimy, podobnie jak z wielu pozostałymi sytuacjami w życiu, bywa bardzo różnie. W obecnym województwie zachodniopomorskim (uprzednio koszalińskim), w szczególności. Po tym, jak szczecińscy kardiochirurdzy w roku 1997 postawili mnie na nogi, kilkakrotnie późną jesienią albo na przełomie jesieni i zimy, utrwalałem zdrowie w świnoujskich sanatoriach. Pamiętam z tamtych czasów, bez precyzyjnego określania dat, okazjonalny rejs katamaranem do Szwecji. Aby popłynąć z Ireną, przyjechałem po nią do Karlina. 28 października sypnął niespodziewany, bardzo obfity śnieg. Przepięknie, ale krótko, wyglądały nasze skrzynki balkonowe. Ze śnieżnego puchu pięknie wystawały tylko czerwone kwiaty balkonowych pelargonii(!).

 

Rejs wspominam bez entuzjazmu. Temperatura w Świnoujściu otrzymywała się na bardzo przyjaznym poziomie. Aby nie przegrzewać się podczas zwiedzania Malmo, po zapewnieniu organizatora, że w Malmo temperatury utrzymują się na podobnym poziomie, ubrałem się za lekko. Zastaliśmy ogromny ziąb. Ze zwiedzania miasta zrezygnowałem po kilkuset metrach. Przeczekałem w ogrzewanym budynku dworcowym.

Rejs promem do Kopenhagi, zrealizowany podczas kolejnego pobytu w sanatorium, udał się bez podobnych "ekstrawagancji". Zachowały się mizerne jakościowo fragmenty amatorskich nagrań, do ewentualnego udostępnienia w części www - "Podróże>Dania".