Wstaw tytuł i opis obrazu

Na każdym obrazie możesz dodawać dowolny tekst - masz pełną swobodę.

Dostosuj animację

Animacje zdjęcia i tekstu możesz ustawić osobno.
Dzięki temu możesz uzyskać różne oszałamiające efekty

Masz mnóstwo możliwości

Eksperymentuj, uzyskuj oszałamiające efekty i oczywiście baw się dobrze.

FB

YT

Dobór opon

Włochy:

Wideo: Gondole Wenecji /.

Pozostałe materiały w opracowaniu.

Mestre-Wenecja

Dolomity

Mestre-Wenecja

Dolomity.

Wideo: Włoskie Pstrągi 2008 / Z włoskich prowincji TREVISO i PORDENONE /

Pozostałe materiały w opracowaniu.

Powrót do menu

Powrót do menu

Lido di Jesolo

Lido di Jesolo. 

Na dwie godziny przed wschodem słońca kurort Lido di Jesolo śpi snem głębokim. Na uśpionych ulicach trwa dyskretne sprzątanie, przechodnia dostrzec nie sposób. Nieco więcej dzieje się na plaży. Nieliczni cierpiący na bezsenność spacerują, aktywni biegają i pływają, na deskach falochronów „dojrzewa” po nocnych eskapadach młodzież.

Wschód słońca zawiódł. Długo przesłonięte porannymi mgłami i chmurami słońce dało trochę czystego światła dopiero po upływie co najmniej dwóch godzin od wschodu kalendarzowego.

 

W upalny dzień, przy temperaturze 36-40°C i bezchmurnym niebie, ruch pieszy na ulicach kurortu jest niewielki. Dominują rowerzyści, wśród nich przeróżni włoscy szpanerzy swobodnie i raczej szybko jeżdżący bez trzymania kierownicy. Nawet tacy, którzy podczas jazdy wklepują SMS-y albo czytają (?) gazety. Dzięki czemu przez wszystkie dni naszego pobytu nigdy nie spowodowali kolizji, po prostu nie wiem.

Wczasowicze zwykle od godziny dziewiątej do osiemnastej smażą się na plaży albo ciężko dyszą w świetnie klimatyzowanych pokojach hotelowych.

Pierwsze wyjście w takim dniu na plażę to dla przybysza znad Bałtyku doświadczenie wielce pouczające. Po odszukaniu wykupionego 3-osobowego parasola, rozlokowaniu się i krótkim podsmażeniu spróbowałem dotrzeć do morza. Boso!! Po kilku krokach, ku dyskretnej uciesze sąsiadów wróciłem pod parasol w takim tempie, jakbym skakał po patelni ze skwierczącymi na niej rybami. Normalni wczasowicze przechodzą nad wodę w klapkach i zostawiają je na piasku, gdy od wody dzielą ich 3-4 kroki. Zdarza się, że podczas przypływu klapki, ręczniki tudzież różne inne plażowe akcesoria bezpańsko pływają po morzu.

Niezależnie od temperatury, przez wszystkie dni naszego pobytu, wśród gęsto rozstawionych parasoli niezmordowanie krążyli ciemnoskórzy sprzedawcy głównie - ale nie tylko - plażowych różności. Obwieszeni akcesoriami oferowali je grzecznie, bez natręctwa. Świetnie znosili skwierczący upał. Swoją obecność bardzo głośno obwieszczali tylko sprzedawcy używek. Najpiękniej, bardzo melodyjnie robił to sprzedawca porcji kokosa. Niewiele z takich zawołań rozumieliśmy, ale brzmiały podobnie jak niegdyś nasze „kto nie pije oranżady ten wyjeżdża z Mielna blady”, „przyjechałeś z dziewczyną, kup jej loda Bambino” albo obecne „gorąca kukurydza, wszyscy kupują nikt nie wybrzydza!”.

Na plaży i w ciepłym Adriatyku udawało się nam wytrzymać maksymalnie do południa. Urywaliśmy się zwykle na 2-3 godziny na wspaniałą lazanię w ulubionej knajpce i lody w najbliższej lodziarni. Powracaliśmy na plażę ok. 15-tej, opuszczaliśmy ją ok. 18-tej, aby przygotować się do hotelowej obiadokolacji, serwowanej o 19-tej.

O godzinie 20 zmienia się w kurorcie organizacja ruchu. Samochody muszą opuścić główną ulicę, obejmują ją we władanie piesi przemieszczający się w dowolnych kierunkach. Kursują tylko nadmorskie "pociągi". Objechaliśmy nimi całą trasę rejestrując kamerą wszystko, co dzieje się wokół.

 

W zabudowie kurortu wyraźnie wyodrębnić można kilka segmentów charakterystycznych dla większości miejscowości nadmorskich.

Z wąskiego pasa ciągnącej się po horyzont plaży publicznej, co kilkadziesiąt metrów, dość daleko w morze wybiegają oznakowane zakazami skoków do wody pomosty nadbudowane na falochronach. Gdy morze jest spokojne, oblegają je plażowicze – gdy morze nadsyła wysokie fale, spod falochronów, spomiędzy desek pomostów strzelają w górę malownicze gejzery.

Za plażą ogólnodostępną ciągnie się wytyczony „pod sznurek” szeroki pas hotelowych parasoli i leżaków. Sektory przyporządkowane hotelom zwykle różnią się kolorami, oddzielone są ścieżkami wyłożonymi plastykowymi matami na których swobodnie w obu kierunkach mijać się mogą nawet obciążeni torbami pulchni plażowicze.

Przy granicy pasa parasoli ciągnie się utwardzony płytami kamiennymi, niezbyt szeroki deptak. Przy nim, od strony morza ustawione są tablice z nazwami hoteli oraz – co kilkadziesiąt metrów - estetyczne budki plażowego personelu porządkowego.

Za deptakiem ciągną się ogrodzenia, żywopłoty i szeroki pas tzw. małej architektury przyhotelowej. W nim – przy hotelach wyższej klasy – baseny, leżaki, parasole.

Za pasem małej architektury, ciągnie się co najmniej 100-metrowej szerokości sektor hoteli, restauracji i sklepów podzielony poprzecznymi uliczkami umożliwiającymi dostęp do plaży i maleńkich parkingów przyhotelowych. Sektor hoteli zwieńczony od strony morza małą architekturą i basenami, od strony głównej jednokierunkowej ulicy zamienianej po godzinie 20-tej w dwukierunkowy deptak zamknięty dla pojazdów spalinowych, zwieńczony jest sięgającymi głównego chodnika tarasami restauracji i wystawkami sklepów. Na ich skraju, tuż przy chodniku wystawione są przeróżne tablice informacyjne – głównie menu, cenniki, wykazy języków w jakich można porozumieć się z personelem. Cdn…